czwartek, 7 sierpnia 2014

Szary taras...i moja droga przez mękę!

Postaram się wam to opowiedzieć jak najkrócej...chociaż to nie będzie proste:(

Taras to była moja obsesja, już od etapu projektowania domu, miał być duży i na tym samym poziomie co salon oraz miał mieć donice. Na etapie budowy okazało się, że będą schody, najpierw miał być jeden, później trzy itd. Po wylaniu betonowego tarasu, stwierdziłam, że jest za mały! Panowie dolewali, stukając się w głowę i komentując, że takich schodów to nawet budując kościół nie lali ;)
Oj tam, oj tam!
Jak już powstał ten betonowy kolos okazało się, że nie mam kasy żeby go wykończyć:(
Najpierw chciałam wylać go żywicą, (lub takim szlifowanym betonem), jednak koszty okazały się szalone, więc stargaliśmy sztuczną trawę ze starego mieszkania (z tarasu dokładnie) i rozłożyliśmy ją z postanowieniem, że to i tak na chwilę...
Chwila trwała do dziś, czyli jakieś 3 lata, w tym czasie co tydzień zmieniałam zdanie co do wykończenia, od kompozytu przez płytki, drewno, kamień naturalny po betonowe płyty.
Najważniejsza dla mnie była kwestia użytkowa, żeby psy się nie pozabijały, nie zniszczyły w rok lub dwa i żeby się fajnie sprzątało! Estetyka oczywiście też ważna, ale umówmy się każde z powyższych wykończeń jest ładne! Uwielbiam drewno za jego naturalność, płytki też polubiłam ostatnio za praktyczność i cenę, kompozyt szalenie mi się podoba (chociaż miałam z nim okropne przeżycia i uważam, że jest niepraktyczny) a kamień wiadomo jest dość praktyczny i w rozsądnej cenie.
Decyzja zapadła, płyty betonowe,uznałam że betonu tak łatwo nie zniszczymy...och jakże byłam w błędzie:(


Płyty kupione, dostarczone leżały przez kilka tygodni, gdyż trwały poszukiwania wykonawcy, który ostatecznie się nie znalazł (chociaż była jedna propozycja, totalnie zwalająca z nóg)
Moja niecierpliwość sięgnęła zenitu i postanowiliśmy z moim tatą zrobić taras własnymi siłami...z pomocą Pana Wiesia (taka nasza Złota Rączka), chłopaki mieli zrobić najcięższe, czyli przygotować podłoże i ułożyć płyty a moja miała być reszta, czyli mycie fugowanie i impregnacja.
Prace przebiegały dość mozolnie i z dużą dozą narzekań na płyty, okazały się super krzywe i w różnych kolorach:( Ale co tam! Damy radę a po zafugowaniu będzie pięknie!
Po tygodniu wyjechałam na tydzień wakacji i niestety w tym czasie mój tato został z tematem sam, gdyż Pan Wiesiu również udał się w przysłowiowe 'tango'. Prace stały, klej na płytkach sechł i fuga niedomyta utwardzała się zawodowo!
Wróciłam, byłam pod wrażeniem, że tacie udało się skończyć schody, tak właściwie po za kilkoma szczegółami zostało dokończenie fugowania i mycia....i tu zaczęły się moje schody...
Najgorzej! (jak mówi moja siostra)
...
Fuga! Wielkie mi halo, przecież jest tyle kolorów, że dobiorę bez problemu...mhm pierwsza kupiona u producenta płyt nazwana szarą okazała się beżowa.
Druga szara ceresitu za ciemna a trzecia za jasna!! I znowu stwierdziłam, że nie zemną te numery i zaczęłam mieszać dwie ostatnie fugi w różnych proporcjach aż doszła do koloru ostatecznego.
I tak 12 miarek jednej + 10 miarek drugiej dało wynik ostateczny.
Zafugowałam kawałek...spadł deszcz, zaczęłam przykrywać...i tak przemokło...
padłam na kolana i wtedy poryczałam się pierwszy raz...

Zacisnęłam zęby i od nowego dnia podjęłam nowe próby...doszłam z fugowaniem do końca i zabrałam się za mycie zaschniętych fug i kleju.....Pierwsze mycie karcherem, drugie mycie jakąś super chemią, 3 mycie karcherem z nakładką do kostki....schnięcie i ...
Tu rozpłakałam się po raz kolejny a później jeszcze ze dwa razy...
Okazało się że fugi nie zeszły, klej też nie ale za to porysowałam płyty i odbiły się ślady moich butów!!! :(((
I teraz jestem tu...dokładnie w tym momencie kiedy przeczytałam cały internet na temat betonów, kamieni, tarasów, fug, środków, polerowania, zmywania i Bóg jeden wie czego!
Jestem po testach octem, płynem, sodą, olejem i mydłem, wszystkim....totalnie wszystkim próbowałam to ratować..

Ostatecznie udałam się po kolejny środek super chemiczny i jestem przed ostateczną jego aplikacją...

Czas żeby napisać ten post mam tylko dlatego, że zaczęło lać i musiałam uciec do domu.
Chłopaki stwierdziły, że nie jest źle, że teraz wygląda to jak prawdziwy kamień itd. A ja tylko stoję, patrzę i widzę wszystkie moje błędy i niedociągnięcia:(
Bo wiem, że to moja i tylko maja wina, że tak się stało:(
Jeśli ostatnia próba mycia nie przyniesie rezultatu, pozostanie mi zaakceptować fakt i zaimpregnować takie byle co:(
Wiem, że za kilka dni o tym zapomnę a za rok będę się z tego śmiać...jednak na dziś dzień jest mi strasznie przykro, że po raz kolejny moja niecierpliwość i niedokładność obrzydziły mi realizację jednego z moich największych marzeń...
A miało być tak pięknie :((
Trzymajcie za mnie kciuki, żebym nie oszalała:((


14 komentarzy:

  1. Kochana nie będzie tak źle teraz wszystko jest mokre i kulawo wygląda ale wyschnie, złapie trochę kurzu i śladu nie będzie , że coś było nie tak. Głowa do góry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby stało się tak jak mówisz:)
      Chociaż już się powoli przyzwyczajam...że będzie tak jak jest i trudno:/
      Kolejna kosztowna nauczka...

      Usuń
  2. Nic się nie martw! Cienka ma rację! Jestem pewna, że codzienne użytkowanie tarasu sprawi, że się "wyrobi" i będzie wyglądać lepiej niż myślałaś :) Poza tym... "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" ;) Ostatnio ciągle się o tym przekonuję! Duży buziak na pocieszenie i głowa do góry :*
    Pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tak będzie:)
      Po za tym to trochę chyba też od mojego nastawienia zależy bo jakbym zadowoliła się tym co jest i nie drapała jak porąbana to już bym pewnie leżała na tarasiku z drineczkiem a nie jęczała na blogu;)
      Damy radę!

      Usuń
  3. O rany to jest okropne uczucie! Ja je znam z kuchni - wydałam na nią majątek i codziennie cierpię jak tylko tam wchodzę.

    Oby dziewczyny mialy rację! Precz przeklęta plamo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe jakby to była jedna plama to by tematu nie było ;)
      Ja nie należę do tych szczegółowych, ale oswoję chyba temat i za chwilę sobie wkręcę, że przecież ja nie lubię jak jest perfekcyjnie itd.
      Będzie dobrze:D
      Dzięki za wsparcie i spokojnej nocy:))

      Usuń
  4. Ola, nie załamuj się. Wiem, że boli, że samemu, że kosztował, że dużo pracy, a potem nie wyszło tak jak się chciało. Też tak mam i najczęściej zwalam na biednego chłopa, że spojrzał krzywo i jego wina. Jak się ze mną rozwiedzie to przez "zrób to sam i mi nie wyszło". Trzymaj się :) Jeszcze zawsze zostaje farba do betonu, w ostatecznej ostateczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już doszłam do siebie:D
      Ale dzięki za wsparcie:)

      Usuń
  5. Bywa i tak... wczoraj się prawie rozpłakałam nad ławą. Koty zapomniałam wynieść z salonu zanim odkurzacz do niego wtachałam. Więc koty z drapaka dały drapaka przez ławę z poślizgami, w takiej panice, że zostało na niej kilka +/- 10 cm zadrapań. No i się dostało oczywiście mężowi,że nie chciał szklanej kupić, bo praktyczniejsza niż z miękkiego drewna. :x Po utuleniu strachliwych kotów smakołykami, co do ławy doszliśmy do takiego wniosku: że mądry powie że tak trzeba a głupi się nie domyśli :x Dobra zasada i do Twojego tarasu ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehhehe ano racja:) Chociaż jak ostatnio zapytałam niczego nieświadomą koleżankę, jak się jej podoba taras, powiedziała'fajny ale krzywy'
      hehehe a na to bym nie wpadła!
      Więc faktycznie nie ma się co przejmować;p

      Usuń
  6. Oj Oluś, tak sugestywnie opisałaś swoją walkę, że mało sama się nie popłakałam nad Twoim nieszczęściem, Ja już parokrotnie byłam bliska szaleństwa podczas naszej budowy i do tej pory wyrzucam sobie, że nie wzięliśmy profesjonalistów. Bo mamy tyle niedoróbek, że aż wstyd. W pewnej chwili miałam nawet wizję stropu walącego się nam na głowe. Póki co dom czeka na wykończenie,a my na emigracji - teraz to już nic o nas bez nas. Pocieszający jest fakt, że strop od 3 lat jest na swoim miejscu więc widmo katastrofy budowlanej oddeszło w siną dal.

    Nie poddawaj się, Napewno coś wymyślisz!
    Marta Dub

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ło Matko! Ze stropem to ja bym chyba nie dała rady, jak robili mi dach to się nie pokazywałam na budowie ze strachu;) Na razie moją największą zmorą jest woda w piwnicy, ale już się na wszystko zaczynam uoodparniać:(
      Fachowcy czasem wcale nie są lepsi od Nas samych:( Izolacje piwnicy robiło mi kilku fachowców....jeden po drugim...:/ I dalej dupa!

      Usuń
  7. Aż mi się łezka zakręciła nad Twoim nieszczęściem :(( . Mam nadzieję, że uda Ci się doprowadzić taras do wymarzonego stanu. Z drugiej stony - taki "nie wymuskany" może mieć fajny charakter - trochę industrialny ;), taka prawdziwa betonowa powierzchnia, a nie jakieś tam wyszlifowane marmury. Weź sobie za dewizę zdanie z jednego z komentarzy wyżej : Mądry powie, że tak trzeba, głupi się nie domyśli". Głowa do góry, dasz radę!!! Trzymam kciuki za Was ( Ciebie, Twojego tatę i Pana Wiesia ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam chłopaki się już ulotniły! Sama z tym burdelem zostałam:) Ale zrobiłam dokładnie tak jak piszesz, przypomniałam sobie, że ja przecież tak lubię niedokładnie :) Zaimpregnowałam i spaceruję zamiatam i cieszę się, że szybko schnie i takie tam. Szukam pozytywów inaczej bym nie dała rady:D
      Dzięki za kciuki i pozdrawiam:D

      Usuń